" A super cool template for bloggers, photographers and travelers "

Grillowanie niedzielnych poszukiwaczy -c.d

Na listopadowym spotkaniu w MKiDN omawiany był m.in. tryb administracyjnego postępowania w sprawie wydawania pozwoleń na poszukiwania zabytków. Wielu uczestników spotkania uważa,że zmiana w tym zakresie jest potrzebna i przyjaźniejszy byłby tryb zgłoszeń(jak w prawie budowlanym) bez uruchamiania procedury administracyjnej,która wymaga pisemnej zgody właściciela. Co prawda przedstawiciele Departamentu Ochrony Zabytków uważają,że to problematyczna kwestia wynikająca z KPA jednak są pewne przesłanki żeby tą kwestię podważać. W 2018 r. poseł Szramka w swojej interpelacji 22759 zadał Ministerstwu Zabytków i Dziedzictwa Narodowego , pytanie m.in.,o podstawę tego wymogu pisemnej zgody właściciela terenu . Odpowiedź ministra Glińskiego jednak nie opiera się wcale o zasady KPA .Brzmiała ona następująco:

  „Odnosząc się do pytania o konieczność każdorazowego uzyskiwania zgód właścicieli terenu, na którym będą prowadzone poszukiwania, stwierdzić należy, że nie jest to, wbrew temu, na co wskazał Pan Poseł, materia Kodeksu postępowania administracyjnego. Obowiązek ten związany jest między innymi z prawem właściciela do decydowania o sposobie użytkowania terenu oraz do ewentualnej partycypacji we własności odkrytych przedmiotów niebędących zabytkami (na mocy art. 189 Kodeksu cywilnego). „

A jak do kwestii zgłoszeń oraz sprawy licencji odniosły się stowarzyszenia z ministerialnych konsultacji czytamy w miesięczniku „Odkrywca „.
Pyta Andrzej Daczkowski
Odpowiadają :
Grupa Poszukiwawcza Riese,Ostrowskie Stowarzyszenie Eksploracyjno-Historyczne „Enigma” – Maciej Ratajczak,Katarzyna Bajerlein
Polski Związek Eksploratorów- Jacek Wielgus
Stowarzyszenie Brodnicka Grupa Eksploracyjno-Poszukiwawcza – Marcin Perliński
Stowarzyszenie Eksploracyjne na Rzecz Ratowania Zabytków SAKWA– Michał Antczak, Dawid Stec
Stowarzyszenie Historyczno Badawcze ” Galea”
Redaktor Naczelny „Odkrywcy”– Andrzej Daczkowski

„Enigma” i „Riese” uważają, że : licencja-tak, bezpłatna,po odbyciu szkolenia symbolicznie płatnego, z zakresu metodologii poszukiwań,dokumentowania tych działań, oraz z zasad bezpieczeństwa. Licencja powinna być okresowa,a po 3-5 latach ponowne szkolenie. Szkoleniem powinien zajmować się WUOZ. Jedynie osoby posiadające licencje mogłyby wychodzić w teren . Posiadacz licencji zgłaszałby swoje wyjście w teren e-mailem lub poprzez jakąś platformę prowadzoną przez WUOZ. Nie byłoby weryfikacji zgody właściciela terenu. Obowiązuje mapka. Ale WUOZ miałby aż 7 dni na sprzeciw bądź akceptację całości lub części zgłoszenia. Dopiero po 7 dniach ,poszukiwacz może rozpocząć działania. Obowiązki poszukiwacza to: zapis trasy GPS,fotografie znalezisk z pozycją GPS.Po zakończeniu działań w ciągu 7 dni należy przesłać mapkę z danymi oraz zdjęcia ,elektroniczną drogą do WUOZ-u. Obowiązkiem WUOZ-u- byłaby ocena w ciągu 14 dni czy przedmioty są zabytkowe, brak odpowiedzi w tym terminie oznaczałby oddanie ich do dyspozycji poszukiwacza. Kwestie pomiędzy poszukiwaczem a właścicielem terenu reguluje KC.

 PZE uważa,że jeśli MKiDN nie poda więcej informacji na temat licencji to na razie nie ma o czym rozmawiać. Nie wiadomo jakie uprawnienia ma dawać licencja poszukiwaczowi?Jakie wymogi trzeba by spełnić aby taką licencję otrzymać ? Istnieje obawa,że to będzie kolejna biurokratyczna zapora. dla wielu poszukiwaczy. Według PZE  jasne ,przejrzyste prawo -ustawa- będzie wystarczającym rozwiązaniem niż ograniczenię w postaci licencji. Zakładając jednak,że licencje zostaną przyjęte jako rozwiązanie to po spełnieniu pewnych wymagań  i strona społeczna mogłaby je wydawać.  W swojej wizji przejrzystego prawa PZE ,uważa tryb zgłoszenia zaczerpnięty z prawa budowlanego jako właściwy i wystarczający, by zmniejszyć biurokrację w obrębie poszukiwań z wykrywaczem. Tym samym państwo nie musiałoby ingerować w umowy pomiędzy poszukiwaczem a właścicielem,krótko mówiąc nie trzeba by przedstawiać pisemnej zgody właściciela. Argumentując tak dalekie uproszczenia w poszukiwaniu z użyciem detektora, PZE powołuje się na  opinię prof. Włodzimierza Rączkowskiego z Instytutu Arch. UAM w Poznaniu,który uważa,że poszukiwanie zabytków w warstwie ornej jest zbliżone do badań powierzchniowych i traktowane jest właściwie jako bezinwazyjne .         

Brodnicka Grupa uważa ,że konieczna jest jakaś forma rejestracji i reglamentacji poszukiwaczy w kraju. Proponują rejestr/ewidencję poszukiwaczy zabytków we właściwym WUOZ-ie. Nie trzeba spełniać jakichkolwiek warunków. Taka osoba zarejestrowana byłaby uprawniona do poszukiwań zabytków przy użyciu standardowych wykrywaczy metali,w trybie pozwolenia-czyli jak dotychczas- na terenach nie objętych jakąkolwiek ochroną.Prawa i obowiązki poszukiwacza ,wynikałyby wprost z ustawy i z warunków pozwolenia. Te warunki musiałyby być określone w rozporządzeniu lub wytycznych GKZ. Chodzi o ograniczenie uznaniowości WUOZ-ów. Dopiero po czasie (np.3 lata) i po spełnieniu pewnych warunków typu: udział w badaniach archeologicznych,szkoleniach czy konferencjach akredytowanych przez MKiDN można będzie się ubiegać o uzyskanie licencji w drodze decyzji administracyjnej właściwego WKZ, pod warunkiem niekaralności. Licencja uprawniałaby do poszukiwań w trybie zgłoszenia, w tym również na pewnych obszarach objętych ochroną konserwatorską. Uprawniałaby też do przyjmowania w depozyt zabytków odkrytych w czasie poszukiwań (po ich rozliczeniu ) nieprzekazanych przez WKZ muzeum lub innemu podmiotowi.



„Sakwa” uważa,że tereny nie objęte ochroną konserwatorską powinny być wyłączone z procedury administracyjnej ,nie powinny podlegać pod art.36 ust.1 pkt.12 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Ujawnienie zabytków na nierozpoznanych archeologicznie terenach  ,powinno być traktowane jako znaleziska przypadkowe. Procedura ich zgłaszania istnieje przecież w art.33.1 ww. ustawy. Powinna być za to przewidziana nagroda co byłoby bodźcem i zachętą do ujawniania znalezisk. Poszukiwacze nie prowadzą badań archeologicznych i nie wchodzą w ich kompetencje. Poszukują jednak pewnych śladów historii łącząc je ze sobą. Jeśli zebrane informacje okażą się istotne dla naszego dziedzictwa wtedy powinni wkraczać archeolodzy,dokumentując odkrycie .          O licencje mogłyby się ubiegać osoby,które chcą poszukiwać w strefach ochronnych znajdujących się w sąsiedztwie obiektów pod nadzorem konserwatora. Taki poszukiwacz musiałby być przeszkolony a kurs kończyłby się licencją wydaną przez Konserwatora Zabytków lub Narodowy Instytut Dziedzictwa. Poszukiwacz z licencją korzystałby z uproszczeń administracyjnych polegających na zgłoszeniu wyjścia w teren w systemie online.

„Galea” twierdzi,że procedura uzyskiwania pozwoleń, nawet uproszczona( zgłoszenie) jest nadal decyzją administracyjną.(?) Według tego twierdzenia nie da się pominąć pisemnej zgody właściciela terenu. Informacją jaką wynieśli ze spotkania jest to,że żadna organizacja nie mówiła o wyłączeniu poszukiwań spod nadzoru konserwatorskiego (?) Wyrobienie licencji byłoby sprawą wyboru każdego detektorysty. Stanowiska archeologiczne wpisane do rejestru ,powinny zostać w ogóle wyłączone z amatorskiego poszukiwania. Natomiast w strefach ochrony konserwatorskiej można by poszukiwać ,nawet bez nadzoru archeologa, po odpowiednim przeszkoleniu. I w tym zakresie uzasadnione są licencje. Licencje byłyby wydawane przez WKZ, a jej posiadacz korzystałby z uproszczonej procedury wydawania pozwoleń na poszukiwania. Nie ma możliwości by licencje mogły wydawać inne podmioty. Osoba bez licencji miałaby możliwość uzyskania pozwolenia na zasadach ogólnych i mogłaby prowadzić poszukiwania z detektorem, poza stanowiskami archeologicznymi oraz strefami ochrony konserwatorskiej. Wskazane jest podejmowanie tematu definicji zabytku oraz wyjaśnienia kwestii w jaki sposób tworzone są niektóre strefy ochrony konserwatorskiej.

„Odkrywca” uważa,że ilość dokumentów żądanych przez urzędy przy składaniu wniosków na poszukiwania zabytków jest zbyt duża i trzeba procedurę uprościć. Należy wprowadzić tryb zgłoszenia ,co uwolni poszukiwaczy od konieczności uzyskania pisemnej zgody właściciela terenu. Licencja jest drogim i biurokratycznym rozwiązaniem i najpewniej obciążyłaby poszukiwaczy. Musi to być powiązane z jakimś systemem informatycznym. Obowiązywałaby dokumentacja znalezisk, ich prezentacja oraz oczywiście zgłoszenie wyjścia w teren. Osoby,które uznałyby,że licencje nie są dla nich dobrym rozwiązaniem mogłyby poszukiwać zabytków na zasadach ogólnych(?)Naczelny zauważa też konieczność uporządkowania dyskusji na etapy np: ” dyskusja,uściślenie pojęć,którymi się posługujemy,próba konkluzji, głosowanie z adnotacją kto za,kto przeciw „.